UKCORRUPTFAMILYCOURTS

September 23, 2012

another mothers heartache submitted via comments x one love x

Filed under: Secret family courts — nojusticeforparents @ 1:45 pm

my name is Rebecca i would like to thank you all for this block

i was give birth in Africa to my lovely daughter and than i came to UK in 2006 with her two week later SS came and remove my child by force and i did not know nothing about SS in UK so they make a secret court with out my knowing and SS alone adopted my child some where in UK if i ask solicitor about my child and what happen in court they refused to let me know i remain all the time cry about my child after two year i found my new partner and we married my partner try to help me to get my daughter back he pay 10.000 pound to the solicitor but solicitor could not represent us the SS block his mouths to not told nothing to my partner and me in 2008 i became pregnant and after SS and police removed my beautiful baby at birth and put it up for adoption my child was removed with out skin to skin contact between me and my baby i was remain bleeding at birth and i never see my baby until this day i do not know if i will be allow to see my child one day to identify our self and have photo grape with my child as am biological mother to my baby my partner was told by SS and court in Manchester to choose between me and his son after birth my partner disagree with the court and we remain together till now but all of us family member have no access to our child my mother in law child grand ma travels to England to ask the court if she could care for my child the court say at lest his son could end his relationship with me my husband the father of my child say which law in the world say you have to choose between your child or you wife my husband ask the Manchester court if they should sent the case to the human right . social service and the court refuse to sent to the high court or European court of human right but they keep our case as a secret as a test case of united kingdom .this year we sent to European court of human right and it was awarded against united kingdom pending before the chamber the council who treated us very bad during the birth of our baby was bury local authority shame on you we will survival.

Advertisements

5 Comments »

  1. thank you all WordPress for support our family

    i would like to give you more in formation about my family after the SS remove our son at birth in again i be come pregnant to our third child and we run to Poland,in Poland the UK SS order to take our child again to the UK very painful for us attach is my partner wrote in polish language because my husband is polish national English is not our first language
    thank you
    Rebecca

    Nie tylko Sądy Rodzinne w Polsce porywają rodzicom dzieci – interweniujemy w sprawie Rebeki i Marcina którym podczas ich pobytu w Anglii ukradziono ich dzieci.
    Pragnę przedstawić historie mojej żony Rebeki Yar Machar Dhieu oraz jej córeczki Linnie Akim. To co opisuje wynika z dokumentów oraz opowiadań mojej żony.
    Rebeka urodziła się 01.10.1985r.w MADING JUBA w SUDANIE podczas konfliktu zbrojnego. Z powodu wojny, która trwa do dnia dzisiejszego ludzie zmuszeni byli do przemieszczania się z miejsca na miejsce szukając schronienia. Szczególne represje spotykały chrześcijan a Rebeka jest właśnie tego wyznania. Rebeka uzyskała schronienie w schronisku dla uchodźców w UGANDZIE. Będąc wtedy w ciąży urodziła tam swoje pierwsze dziecko Linnie Akim (w 2004 r.). Jako samotna matka wraz z córką otrzymały od UNHCR dokumenty potwierdzające status uchodźcy (refuge).
    UNHCR zajmowało się także znajdowaniem schronienia dla uchodźców w różnych krajach Europy. Rebece zaproponowano wyjazd do UK oferując jej dom przy 14haworth Court w Radcliffe oraz pomoc licząc się z tym, iż Rebeka mówiła tylko w swoim języku Dinka. Przesiedlenie miało miejsce w styczniu 2006 roku.
    Rebeka wraz ze swoja 2-letnia córeczką przybyły do Radcliffe, gdzie zamieszkały w sąsiedztwie Anglików, co było dziwne, ponieważ przeważnie osoby przesiedlane umieszczano obok siebie a w tym wypadku Rebekę dzielił dystans ok. 10km do osób, z którymi była sprowadzana. Rebece został przydzielony pracownik społeczny. Była to Anka Tudor z pochodzenia Włoszka, która miała pomagać m.in. przy poborze zasiłków, dokonywaniu opłat itp. Miało to trwać do momentu usamodzielnienia się uchodźcy i poznaniu języka angielskiego (ok. roku czasu).
    Po pewnym czasie Rebeka zaczęła chodzić do szkoły i na ten czas oddawała dziecko do żłobka. Pod nieobecność Rebeki osoba odwiedzająca (opiekun) przyczepiała wskazówki i informacje na ścianach m.in. odnośnie opiekowania się dzieckiem, których Rebeka niestety nie potrafiła przeczytać, ponieważ nie znała dobrze języka angielskiego. Niezrozumiale również tego, że ta osoba zamiast próbować wyrównać zasiłek Rebeki (Rebeka dostawała 52£ na siebie i dziecko, co było niewystarczające na utrzymanie domu i dziecka, podczas kiedy inne osoby w podobnej sytuacji otrzymywały po 150£ na tydzień) wyliczała jej że za dużo wydaje na ogrzewanie lub żywność. Opiekunka namawiała również Rebekę aby zrezygnowała z mieszkania w tym domu oraz aby zamieszkała w domu matki i dziecka.
    Kiedy Rebeka nie zgodziła się na przeprowadzkę opiekunka zaczęła sprowadzać opiekę społeczną, która z niewiadomego dla niej powodu odebrała jej dziecko (ok 12 lutego 2006). Rebeka po tak silnym przeżyciu prawdopodobnie zażyła mocne tabletki nasenne i trafiła do szpitala. Po tym zajściu oddano Rebece jej córeczkę ale opieka odwiedzała ją co 2 tygodnie. Odwiedzano ją bez tłumacza i Rebeka nie rozumiała co mówią do niej i czego oczekują od niej.
    W kwietniu 2006 r. opieka społeczna wtargnęła do mieszkania Rebeki wraz z policją – pchnięto ją i zabrano jej dziecko. Po kilku dniach pojawiła się osoba mówiąca po arabsku (Rebeka trochę rozumiała ten język ), która poinformowała ją, że musi stawić się do Sadu. Rebeka nie mając kontaktu z obrońcą mimo wszystko pojawiła się w Sądzie. Na sali sądowej obecny był tłumacz, który mówił jedynie po arabsku (większość tłumaczenia była dla Rebeki niezrozumiała – Rebeka mogła zrozumieć jedynie kilka wyrazów). Najprawdopodobniej wtedy Sąd przyznał tymczasową opiekę nad dzieckiem opiece społecznej.
    Przez następny rok miały się odbywać kolejne rozprawy w sprawie opieki nad dzieckiem. Rebeka mogła jedynie odwiedzać swoje dziecko raz na tydzień w Victoria Familly Centre w Manchester – ok 30 km od miejsca zamieszkania (miała mieć zwrócone również koszty za bilet metro lub autobus). W tym czasie opiekunami dziecka były Liza Watson i Diane Carr. Przestano się interesować Rebeką czy będzie miała za co żyć czy nie.
    W między czasie sąsiedzi Rebeki pisali do gminy i do opieki społecznej w jej obronie i pytano dlaczego z nią tak postąpiono – m.in. małżeństwo z nr.1 Haworth Court Państwo Dootson ale nie otrzymali odpowiedzi.
    Przez ponad rok odbywały się sprawy sądowe. W tym czasie Rebeka była zmuszona zmieniać prawników, ponieważ po kilku rozprawach w Sądzie odmawiano jej reprezentowania. Następnie Rebeka została poinformowana, iż koszty jej reprezentowania wynoszą 2 tysiące funtów. Oczywiście Rebeki nie było stać na taki wydatek, dlatego szukała innego prawnika i w tym czasie odwiedzała dziecko.
    A z kolei w tym czasie opieka społeczna wraz z opiekunem społecznym z organizacji Caffcas – Panem Rodem Rodsonem próbowali odebrać Rebece prawa rodzicielskie, m.in. kierując Rebeke na badania DNA.
    Po upływie roku czasu prawnicy oraz ludzie z opieki społecznej poinformowali Rebekę, że nie ma żadnych szans na odzyskanie dziecka (a nawet Sąd zasądził, iż nie może być reprezentowana przez prawników z uwagi na trudności ze znalezieniem tłumacza). Każdy powtarzał jej ciągle, że nie może jej pomóc i nie ma szans na odzyskanie dziecka. Będąc zdesperowana i nie wiedząc co robić wzięła nóż i poszła do Manchester Victoria Centre i powiedziała opiekunce społecznej, że już tak dłużej nie może żyć i że chce wrócić ze swoim dzieckiem do domu, i że jeśli nie pozwolą jej zabrać dziecka to zabije i dziecko i siebie. Rebeka nie mogła pojąć dlaczego odebrano jej dziecko. Opiekunka wezwała policje i Rebekę wysłano do więzienia. Był to październik 2007 roku.
    W następnej kolejności odbyła się sprawa sądowa – bez obrońcy i tłumacza. Dowodami w sprawie były zeznania opiekunek społecznych. Rebeka nie miała szansy zeznawać. Rebeka została skazana. Przebywała w więzieniu 2 tygodnie, następnie ją zwolniono i przydzielono 120 godzin charytatywnej pracy z powodu znikomej szkodliwości czynu. Oznajmiono również, że córka Rebeki trafi do adopcji.
    Rebeka wróciła do szkoły, ponieważ szkoła walczyła by od czasu do czasu otrzymywała zasiłek.
    Nie otrzymywała żadnych informacji o dziecku i o jego zdrowiu. Z tego co się orientuje córka Rebeki trafiła do karaibskiej rodziny oraz że Linnie Akim posiada upośledzenia ale nie wiem jakiego typu (czy psychiczne – czy fizyczne).
    W 2008 roku spotkałem Rebekę i nasze drogi się zeszły.
    Nazywam się Marcin Pobiarzyn. Ukończyłem szkołę gastronomiczną i hotelarską w Stroniu Śląskim, następnie Studium Finanse i Zarządzanie w szkole ekonomicznej w Kłodzku oraz oraz kurs Budget and Finance na początku 2008 r w Anglii. Od 2005 roku odbywałem podróże za granicę jako pracownik młodzieży poprzez European Volontary Service (m.in. Włochy, Litwa, Ukraina). W 2006 roku zamieszkałem w Anglii, gdzie pracowałem m.in. w firmie Woolworths, Argos, Next. W tym samym czasie również od czasu do czasu wyjeżdżałem na ok 2- 3 miesiące na różne projekty do innych państw. W maju 2008 roku wspólnie z Rebeką Dhieu otworzyłem mały biznes – bussines catering usytuowany na targowisku w Bolton (GB).
    Jak już wspominałem Rebekę poznałem w 2008 roku, w styczniu podczas uczęszczania na zajęcia w Bury College (kurs Budgeting and Finance). W tym czasie Rebeka uczęszczała na kurs angielskiego i mieliśmy wspólne zajęcia. Mieszkałem wtedy na 78 East Street Bury – wynajmowałem dom od Pana Zia Ullaha natomiast Rebeka mieszkała w Radcliffe – 14 Haworth Cort (ok. 3 km ode mnie). Polubiliśmy się i zaczęliśmy się spotykać (najczęściej u niej, ponieważ odwidzałem ją wracając z pracy). Rebeka w tym czasie nie pracowała, ponieważ osobie ze statusem uchodźcy ciężko jest znaleźć pracę w Anglii wobec czego postanowiliśmy otworzyć mały biznes – o czym już wspominałem. Zakupiłem wózek z wyposażeniem do produkcji ciepłych posiłków – popcornu i waty cukrowej, który zarejestrowaliśmy na nas dwoje i 3 razy w tygodniu Rebeka sprzedawała tego typu towary na targowisku w Bolton.
    Po pewnym czasie spotykania się, wspólnej pracy i pomieszkiwania razem Rebeka zaszła w ciąże. Chodziła na kontrole do lekarza w Radcliffe (na Sping Lane), niestety sama ponieważ ja całymi dniami pracowałem. Poród Rebeki miał odbyć się w szpitalu w Fairfield, gdzie uczęszczała na USG ciąży.
    W sierpniu Rebeka podjęła dodatkową prace (10 godz. tygodniowo) związaną z układaniem dokumentów i sprzątaniem biura w firmie KLEENTEX COMPANY w Bolton..
    Planowaliśmy wziąć ślub w Polsce ale Rebeka nie miała dokumentu umożliwiającego wyjazd za granice tzw. Travel Dokument, posiadała jedynie dokument stwierdzający jej status uchodźcy i umożliwiający jej pobyt w Anglii.
    Dowiedziałem się, że kobietom w ciąży przysługują różnego rodzaju dofinansowania wobec czego wypełniliśmy druki ale niestety otrzymaliśmy odpowiedź z Urzędu Skarbowego, że nic się nam nie należy ani dzieciom. Mimo wszystko nie było źle, ponieważ oboje pracowaliśmy i mieszkaliśmy razem.
    W styczniu 2009 roku Rebeka otrzymała list, że musi się stawić do Sądu w Bolton w dn. 15.01.2009. Nie wiedziałem w jakiej sprawie dlatego zapytałem Rebekę. Dopiero wtedy usłyszałem jej historię z poprzednim dzieckiem.
    W wyznaczonym dniu stawiłem się wraz z Rebeka w Sądzie, jednak zostałem wyproszony z Sali obrad. Po upływie godziny Rebeka wyszła z sali sądowej. Chcąc uzyskać informację na temat przebiegu sprawy zapytałem osobę, która również znajdowała się wtedy na sali sądowej, która poinformowała mnie, że sprawa została odroczona i ma być wznowiona za 3 dni. Powodem odroczenia był brak obrońcy i tłumacza znającego język, którym posługiwała się Rebeka. Zostałem zapytany czy nie znam takiej osoby, więc podałem imię i nazwisko dwóch osób wraz z numerami telefonów.
    Na kolejna rozprawę również przyszedłem z Rebeką ale nie mogłem oczywiście w niej uczestniczyć. Rozprawa trwała ok. 3 godziny ale Rebeka nie wyszła po otwarciu drzwi Sali sądowej. Zapytałem obecnej na Sali osoby, gdzie jest Rebeka i w odpowiedzi usłyszałem, że Rebeka została aresztowana i zabrana do więzienia. Na pytanie na jakiej podstawie została aresztowana nie otrzymałem odpowiedzi, wiec oznajmiłem, że musze się widzieć z Rebeka, ponieważ jest w 8 miesiącu ciąży z moim dzieckiem. Otrzymałem informacje, ze musze się udać na posterunek policji, więc tak też uczyniłem. Od tego momentu rozpoczął się nasz dramat.
    Rebeka trafiła do więzienia w Wakefield – to ponad 200 km od Radcliffe, w którym mieszkaliśmy. Próbowałem się czegoś dowiedzieć w jej sprawie ale telefonując do więzienia otrzymałem jedynie informację, iż nie mogą mi udzielić żadnej informacji tylko musze czekać na pozwolenie na odwiedziny.
    Jeszcze w styczniu ukazał się w prasie niepochlebny artykuł na temat Rebeki. Pod koniec stycznia udałem się do Manchester do redakcji tej gazety aby dowiedzieć się czegoś więcej w tej sprawie. Niestety redakcja szybko mnie zbyła.
    Kolejnym moim krokiem w tej sprawie był kontakt z konsulatem w Manchesterze. Pierwszy raz zostałem umówiony na rozmowę z Panem Konsulem Białkiem, na która czekałem ok. 20 dni .
    W tym czasie wielokrotnie dzwoniłem do wiezienia. Połączono mnie z Panią, która zajmowała się sprawa Rebeki (P. Kler lub Alison). Po nieustannych błaganiach uzyskałem zgodę na pierwsze widzenie z Rebeką. To bylo ok 15 lutego. W więzieniu nie mogłem uzyskać odpowiedzi dlaczego Rebeka znalazła się w areszcie. Spotkanie z Rebeką trwało ok. 15 minut, na dłużej mi nie pozwolono. Zdążyłem jedynie zapytać jak się czuje. Rebeka poinformowała mnie, że nie ma obrońcy i że najprawdopodobniej wyjdzie z więzienia dopiero za ok. 8 miesiecy. Zdążyłem tylko kupić jej cos do jedzenia. Nie można było jej przekazać żadnych ubrań i rzeczy. Rebeka poprosiła mnie żebym zabrał jej dokumenty do domu i tak też zrobiłem.
    Końcem lutego 2009 (19.02 lub 20.02) w mieszkaniu pojawiły się dwie kobiety – Kirstine Girl i Daine Carr oznajmiając, że są pracownikami rządowymi (z opieki społecznej) i zapytały mnie kim jestem, czy znam Rebekę i czy wiem, że ona jest w ciąży. Przedstawiłem się i odparłem, że znam Rebekę, że wiem że jest w ciąży, ponieważ jestem ojcem tego dziecka. Zostałem poinformowany, że one zaopiekują się dzieckiem kiedy Rebeka je urodzi, a jeśli chce odzyskać dziecko to muszę wynająć prawnika (podały mi listę prawników, którzy mogą mi pomóc) i że spotkamy się w tej sprawie w Sądzie. Zostałem również poinformowany, że będę musiał wybierać pomiędzy Rebeką i dzieckiem. Kiedy zdziwiony zapytałem dlaczego otrzymałem odpowiedź, że dowiem się tego w Sądzie.
    Z listy, którą otrzymałem od pracownic opieki społecznej wybrałem Pana Khf Solicitor z Salford i udałem się do niego z prośbą o pomoc. Opowiedziałem mu cała historię, m.in. że moja partnerka jest w ciąży i nie wiem dlaczego jest w wiezieniu, że chciałbym się czegoś więcej dowiedzieć na ten temat oraz że Rebeka nie ma prawnika i nie ma nam kto pomóc w tej sprawie. Prawnik odparł, że skontaktuje się w tej sprawie z Sądem i powie mi czy może nam pomóc.
    Również końcem lutego spotkałem się z Panem Konsulem w sprawie porady co robić dalej. Opowiedziałem o wizycie pracowników z opieki społecznej i o informacji, że jak tylko dziecko się urodzi to pracownice opieki będą się nim zajmowały. Pan Konsul poinformował mnie, że nie można tak postąpić skoro dzieckiem może zając się ktoś z rodziny.
    O urodzeniu naszego syna – Emanuela zostałem poinformowany telefonicznie, więc jak najszybciej po telefonie z więzienia pojechałem na drugie widzenie z Rebeką. Zawiozłem jej ubrania dla niej samej i dla dziecka oraz pieluszki i kosmetyki myśląc, że Rebeka będzie mogła opiekować się Emanuelem.
    Niestety jak się okazało Rebece od razu po porodzie zabrano nasze dziecko. Rebeka chciała żebym uczestniczył przy porodzie ale nie zostało udzielone nam pozwolenie. Kiedy Rebeka zaczęła rodzić (17.03.2009) została związana i przetransportowana do szpitala w Didsbury. Poród trwał ok. 0,5 godz. Natychmiast po urodzeniu dziecko zostało odebrane matce bez możliwości zobaczenia i przytulenia dziecka a następnie przewieziona z powrotem do więzienia i pozostawiona tam bez nadzoru lekarskiego.
    W dn. 20.03.2009 odbyła kolejna prawa sądowa. Przed sprawą spotkałem się z prawnikiem i poprosiłem go aby zapytał w Sądzie dlaczego dziecko zostało mi odebrane, dlaczego opiekują się niż obcy ludzie, dlaczego Rebeka znajduje się w wiezieniu i kiedy wreszcie będę mógł być znów z dzieckiem i Rebeką. Poinformowałem go również, że oprócz niezależności finansowej mam również dodatkową pomoc m.in. do opieki nad dzieckiem w osobie brata, który mieszka w Anglii jak również w Polsce rodzinę – rodziców prowadzących agroturystykę. Na rozprawie pojawiłem się w obecności mojego brata, który uczestniczył w rozmowie pomiędzy opieką społeczną, opiekunem społecznym z Caffcas i prawnikami z obydwu stron. Ponieważ Rebeka nie mogła uczestniczyć w rozprawie (z niewiadomych mi powodów) kolejnym krokiem aby Rebeka mogła wypowiedzieć się na rozprawie uruchomiono videolink. Rebeka miała tłumacza, który słabo posługiwał się językiem rodzimym Rebeki jak również angielskim – do tego stopnia, że Sędzia nie rozumiał wszystkiego o czym mówi tłumacz. W pewnym momencie Sędzia zapytał Rebekę czy chce coś dopowiedzieć i Rebeka opowiedziała, że nie rozumie całej tej sytuacji, że chce zobaczyć swoje dziecko i że źle się czuje. Kiedy Rebeka się rozpłakała videolink został przerwany. Następnie poinformowano wszystkich, że sprzęt ma awarię i nie da się go uruchomić w tej chwili. Sędzia zapytał również mnie czy chce coś powiedzieć, więc odparłem, że chciałbym być ze swoją rodzina tzn. Rebeką i synem Emanuelem.
    Później Sędzia wypowiadał się używając języka prawniczego przywołując różne paragrafy a następnie orzekł, iż przyznaje tymczasowa opiekę nad dzieckiem opiece społecznej – 2 miesiące oraz przyznając mi możliwość widzenia się z dzieckiem 5 dni w tygodniu po 2 godziny (od 9.45 do 11.45) w placówce opieki społecznej w Bury (Beech Grave), czyli ok. 7km od miejsca gdzie zamieszkiwałem.
    Zgłosiłem zapytanie dlaczego skoro pracuje i otrzymuje dom nie mogę zajmować się dzieckiem a opieką nad dzieckiem ma się zajmować opieka społeczna ale nie otrzymałem odpowiedzi, jedynie informację że ciąg dalszy sprawy nastąpi wkrótce i że wtedy dowiem się więcej. Tak zakończyła się pierwsza sprawa dotycząca opieki nad naszym synem.
    Wizyty z prawnikiem i widzenie z moim dzieckiem były dla mnie najważniejsze, dlatego musiałem zrezygnować z jednej pracy i ograniczyć czas pracy w drugiej firmie. W między czasie spotkałem się z niezależnym urzędnikiem – Barrysterem (chyba ktoś w rodzaju kuratora), któremu również przedstawiłem swoją sytuację.
    Kolejne sprawy sądowe odbywały się mniej więcej co 3 tygodnie. W tym czasie próbowałem znaleźć kogoś kto mógłby mi pomóc; m.in. dzwoniłem do Radio FOUR, Human Right i wielu innych organizacji z prośbą o pomoc. Zacząłem również szukać dokumentów dotyczących przeszłości Rebeki.
    Przez cały czas starałem się odwiedzać swojego syna, kiedy tylko mogłem. Zawsze przed wejściem do placówki stali ochroniarze. Podczas wizyt nie mogłem wychodzić z synem na zewnątrz nawet jeśli pogoda ku temu sprzyjała. Nie mogłem mieć przy sobie telefonu komórkowego, którym chciałem zrobić zdjęcie synowi. Po pewnym czasie zauważyłem, że mój synek zaczął chorować ale kiedy chciałem z nim pójść do lekarza nie pozwolono mi na to pod groźbą aresztowania. Obawiam się że ze zdrowiem mojego syna jest bardzo źle. Na dzień dzisiejszy nie wiem co się z nim dzieje.
    Kolejnym niezrozumiałym dla mnie posunięciem było zarejestrowanie mojego dziecka bez mojej wiedzy. Rebeka została przywieziona do Didsbury aby zarejestrować dziecko w kajdankach. Prosiła o moją obecność przy rejestracji ale jej odmówiono. Została poinformowana, że jeśli nie zarejestruje dziecka nie będzie go można leczyć i dziecko może umrzeć, dlatego też Rebeka podpisała potrzebny dokument.
    W kwietniu 2009 r. moja mama – Danuta Miler przyjechała do Anglii aby postarać się o możliwość sprowadzenia mojego dziecka do Polski. Niestety opieka poinformowała ją, że nie ma takiej możliwości a jedynym wyjściem dla uczestnictwa w opiece na moim synem jest przeprowadzka do Anglii.
    Opieka społeczna odwiedziła również mojego brata i z niewidomych mi przyczyn poinformowała go, iż nie powinien udzielać mi i Rebece wsparcia dla dobra dziecka.
    Rebeka została zwolniona z więzienia w czerwcu 2009 r. W następnej kolejności wróciła do pracy do Kleentex company. W międzyczasie okazało się, że zniknął nasz sprzęt, dzięki któremu mogliśmy prowadzić nasz biznes.
    Kolejne sprawy sądowe dotyczyły ograniczenia moich kontaktów z dzieckiem. Rebeka po wyjściu z więzienia nie mogła w ogóle kontaktować się z naszym synem.
    Prawnik z którym pracowałem przekazał mi dokument, w którym była adnotacja o tym, że w grudniu 2008r. bez obecności mojej i Rebeki Sąd w Liverpoolu podejmował decyzje co zrobić z jeszcze nienarodzonym dzieckiem. Już wtedy rozpatrywano los mojego dziecka bez konsultacji ze mną.
    Opieka społeczna przez cały ten czas miała większe prawa do mojego dzieckiem niż ja. Okazało się, że w okresie wakacyjnym moje dziecko zostało wysłane do Stanów Zjednoczonych bez wcześniejszego poinformowania mnie o tym zamierzeniu. W tym czasie próbowałem dowiedzieć się u jakich lekarzy mój synek się leczył i zbierałem informacje. Rebeka kontaktowała się z opieką społeczna jedynie telefonicznie, bo nikt do niej nie przychodził.
    Kontaktowaliśmy się wielokrotnie również z konsulatem w Manchesterze i jedyną pomoc, którą udało nam się uzyskać to przerejestrowanie aktu urodzenia, a mianowicie dopisanie mojego nazwiska w rubryce „ojciec dziecka”.
    Następnym krokiem było zwrócenie się o pomoc do organizacji Sudan Women Assotiation w Londynie, która w naszym imieniu pisała do Sądu, że mogą nam pomóc. Niestety Sąd nie wyraził zgody na zajęcie się tą sprawą przez tą organizację. Zebraliśmy również podpisy ponad stu rodzin, które oferowały pomoc i opiekę nad naszym dzieckiem. Sąd nie wziął tego pod uwagę ani tego, że Sudańska Ambasada wydała Rebece dokumenty, w których oznajmiła, iż w ostatecznym wypadku może wracać do Sudanu.
    Po wielokrotnych staraniach Rebeka otrzymała travel dokument, który umożliwiał jej wyjazd z Anglii. W tym samym czasie okazało się, że Rebeka jest znów w ciąży. Gdy powiedziałem o tym prawnikowi, który z nami pracował otrzymałem informację z jego strony, że on niestety nie będzie mógł kontynuować współpracy z nami. Informacje o ciąży Rebeki dotarła do opieki społecznej, która poinformowała mnie, że po porodzie Rebekę znów czeka ta sama sytuacja, tzn. pozbawienie jej prawa do opieki nad dzieckiem a ja będę mógł jedynie odwiedzać dzieci do 21-go roku ich życia.
    Zdając sobie z tego sprawę postanowiłem zabrać Rebekę do Polski, aby tam mogła w spokoju urodzić dziecko. W dn. 20.04.2010 urodziła się nasza córeczka i do tej pory przebywając w domu moich rodziców opiekujemy się nią. Z raportów medycznych – ostatni przeprowadzony został w dn. …. wynika, iż dziecko jest zdrowe i rozwija się prawidłowo.
    Bardzo ciężko było mi to wszystko opisać. Oboje z Rebeką jesteśmy zrozpaczeni cała sytuacją. Jedyne co sprawia, że mamy dla kogo żyć to nasza córeczka. Chciałbym jednak dowiedzieć się gdzie jest mój synek i jaki jest stan jego zdrowia i dlaczego mi go odebrano.
    Bardzo proszę o pomoc.
    Marcin Pobiarzyn

    Comment by REBECCA — September 23, 2012 @ 6:25 pm | Reply

  2. My story

    For legal reasons no names shall be given.

    in August 2009 I lost custody of my oldest child. I’d raised them practically alone for five years. When they were two years old I began to notice behavioural problems and I asked my local health visitor for help. My child would have violent and explosive outbursts and they couldn’t speak English properly, despite me doing everything I could think of to help their development. They didn’t walk till they were two. I began noticing some very big differences between the milestones being reached by my friends children and that of my own child.

    All the while I was told ‘they will grow out of any bad behaviour, they will walk in their own time, relax, this is normal’. In my heart I knew they were wrong, I begged for almost five years for my child to be seen by a peaditrician.

    In the meantime my child and I enjoyed a wonderful bond, as a single parent on benefits I found entertainment and stimulation expensive but we managed well, we’d have picnics in the park, we’d go swimming, occasionally to theme parks or to visit family and friends, other days we’d paint or watch a DVD together… a normal mother and child relationship. I’d lost my own mother just before getting pregnant with this child and named them after my mother, they meant the very world to me.

    In 2009 events changed, they began school and their behaviour grew dramatically different, they took to answering back, even more dangerous outbursts where they would bang their head against a wall or floor repeatedly… I tried again to beg for help but to no avail, I was told it’s normal for a child to ‘re-adjust to a change of routine’ etc.

    However in August 2009 things changed big time, I can’t go into details of that day… it would make it easier for the SS to find me and make me shut this page down, and that is not about to happen. My child went to their fathers, I saw them almost daily and I coped, my depression got somewhat worse though obviously. I had to move up from 10mg of my anti depressants to 50mg daily just to cope.

    All the while the SS made several cock ups… they even lost my child for over 20 minutes in a park near main roads.. they didn’t even call the police. All were swept under the proverbial rug!

    Since this I have fought to have my child’s problems diagnosed. I believe they could be autistic or have adhd, maybe both. Everything I read leads me to believe they are indeed autisic. So far I have had 2 experts agree with me. One is renowned in child psychology but a third one, a local one to me, who has been PAID by the local authority has claimed that my child has a ‘disattachment disorder owing to a neglectful upbringing on the mother’s part’.

    THIS IS NOT TRUE!!!!

    See this is what the SS do, they make you agree to one word, be it neglect, abuse etc… if your child falls over when you are not there, is that neglect? If a child falls down your stairs, is that abuse? No it’s not. Parents know this, kids have accidents, kids do things that parents would tell them not to if they were there to tell them… but most social workers, and especially the ones I have come across ARE NOT PARENTS. They seem to think parents have to be superman/woman with eyes at the back of their head and spend every waking moment with all eyes and ears on their children, parents know this to be impossible!!

    Most social workers are fresh out of university with their BA’s (with hons), they have no life experience except maybe babysitting, maybe these men and women were abused or neglected and I am truly sorry if they were because maybe they are the ones trying to make things better.

    You see, I am not against Social Services, I am against target keeping, unlistening, heartless, childless social workers who only do what they think is best to help them get a big fat bonus at the end of the month!

    Anyway I digress…

    Over 2010 Social Services began to realise that my child’s behaviour wasn’t improving… which comman sense dictates they should if removed from a neglectful upbringing. In fact their behaviour began getting terribly worse, I won’t go into details obviously, but it was bad, believe me, I was concerned. More and more symptoms of autism began to display themselves but these were either ignored or exaggerated so that now the enemy in the SS’s eyes was my child’s father. Eventually this lead to my child being taken into care in 2011.

    By this time I was with a new partner, and heavily pregnant.

    I was told in court, BY MY OWN BARRISTER, that if I didn’t agree to my oldest going into foster care, my baby (who they had placed on a child protection list “just in case”) would be taken AT BIRTH as I was showing I could not safeguard a child by letting them return to their father’s care….

    Yeah I know! I was distraught and sick… please bear in mind at this time I was ONE DAY OVERDUE in my pregnancy but no thought was given to the emotional and physical danger they placed me or my baby in, nor the fact I had to travel over 50 miles to court!!

    After the case of my oldest was closed, the one on my baby began.. It was agreed as I had a new partner, a different father to my oldest that the baby could live at home with us. We were assessed as a couple but never as sole carers.. this is something I am currently trying to make happen nearly 18 months later!

    It was agreed that as I was a ‘historical concern’ that I could only be with my baby unspervised for two hours at a time. This put some major strain on my relationship and cracks in the relationship began to grow, we both begged for this two hours to be extended or removed but it continued for EIGHT MONTHS despite all reports coming in that I was a brilliant and capable mother. All the while my (then) partner began to be emotionally abusive, he would blame me for everything that was happening. He would swear at me and our baby when he became tired, our baby would not sleep through the night and we took it in turns nightly to be the one to see to the baby when they awoke. There were several occasions I would wake and run into the babies room after him snarling ‘SHUT THE FUCK UP’ aggressively at the baby.

    You can never know how much it broke my heart to know I was trapped like this. I knew that if I reported this behaviour we could lose our child, and after losing one, I was not about to let go of another, especially my beautiful baby who I had bonded with so well. Every time this child smiled, all my sadness and worries would disappear for a small time, this child truly was my saviour, my second chance to prove I am a good mother.

    There was one occasion were I had to report his behaviour but it was resolved and I was the one made out to be ‘feeling too much emotionally’.. the one at fault… yet again, despite the fact I wasn’t. I was even congratulated in my psychological assessment for safegaurding my child by reporting this behaviour.

    But after this my social worker began to do all they could to upset me, that’s how it feels anyway. I had been having contact with my oldest child for over a year at twice a week but now they were moving into long term foster care, I was told that that MIGHT mean that I may see them a little less…

    Put it this way, this month… I get to see them once, for an hour and a quarter.

    A LITTLE LESS?! REALLY?!

    I began to notice the only time the social worker would come round would be to report something that would upset me, even when I was playing with my baby they would try and make me cry and come up with reports that would label me as ’emotionally unstable’. All the while, my partner would bite his tongue until they were gone then I would get it in both ears about how I needed to stop crying, I could fuck up everything, just fuck off before I kill you etc etc etc.

    Personally I think anyone in my situation would be cuckoo by now! Quite ironic how I am labelled unstable yet surely, you dear reader, can tell by my phrasing that I am indeed quite calm and intelligent! I sound sane… and I assure you, given the circumstances, I AM sane.

    The local authority have decided I need cognative behavioural therapy… however, even though I have been refered for it a grand total of four times, each time I am told I DO NOT need it by those who know what CBT actually is! The SS seems to deem it a cure all for depression, it’s not…

    “CBT is thought to be effective for the treatment of a variety of conditions, including mood, anxiety, personality, eating, substance abuse, tic, and psychotic disorders. Many CBT treatment programs for specific disorders have been evaluated for efficacy; the health-care trend of evidence-based treatment, where specific treatments for symptom-based diagnoses are recommended, has favored CBT over other approaches such as psychodynamic treatments.”

    (taken from Wikipedia)

    I have none of the above disorders, I am a mother who has had two children removed from her love and care, then blamed for it without any real proof… I am not a disorder, I am a human!! This is what the SS don’t seem to get, if you show emotinal you are not unstable, if you have children, who you love and would die for stolen from you and you DO NOT cry, then, and only then – are you disordered. No emotional can lead to a catotonic state, and it seems that this is what the SS want. You’re less of a fight then!

    So, in July, my partner attacked a pregnant friend of his, whilst drunk on a night out.. and I began to be terrified for my own safety and that of my baby, my partner became more and more aggressive, threatening to kill me and throwing things at me. I knew when he was ‘in that mood’ so I took to recording him. Eventually I recorded him being so extremely aggressive that I made a call to the social worker. They met us and I played the recordings, my partner even admitted he had anger management problems.

    He was asked to stay at friends for a while, about a week or so. I was left alone with my baby for over three days, and then social worker’s came daily just to check on us. No concerns were raised. I was happy and felt my confidence returning. I gave the house a good clean, I played with my baby all day, every day, They even began FINALLY sleeping through the night! I took them to playgroups every day and had friends round with their babies.

    In this time I began to know I was worth more than an abusive relationship so I told my partner that I did not want them back. He agreed and moved into a hostel until he could find a new home. But the next day he called me saying the social worker had spoke to him AND THAT THEY DID NOT WANT ME TO KNOW I was still a concern because of my past and so either the baby went to him or into care.

    I was HEARTBROKEN!!

    I sat up all night crying, I didn’t know what to do. I text my ex saying if he moved into the home I could stay with friends while we sort this, I wanted us to sort this between ourselves. That wasn’t to be.

    The next day a social worker came and again, no concerns. They even suggested that a meeting be set up to organise everything so I was in the know of my babies future.

    Half an hour later my solicitor rang me informing me the local authority had been in court THAT MORNING getting a residency order for my ex. My ex had showed the text message first thing to his solicitor.. and as he was still meant to be the main carer for our baby by law he had every right to do this.

    I had two hours to get out and leave my baby and my home and everything I owned with my ex.

    That was 6 weeks ago. I struggled as homeless for a while before a refuge took me in. I now live alone in a small flat but I have made it homely so I manage. I see my baby for 12 hours a week right now. They cannot even come to my flat yet as I have been begging the social worker to call me, and they haven’t so – by law – this is not classed as a safe enviroment for a baby, as it is NOT YET SEEN!

    In the meantime I work in a charity shop as a volunteer and it helps me pass the time, I’m at college part time studying to become a journalist. I want the world to know the truth of the horrors I, and parents like I, are facing on a daily basis, hidden in the formailty of family courts nationwide.

    It truly is a 21st century emotional holocaust… it must be stopped!!!

    Comment by Phoenix — September 23, 2012 @ 2:39 pm | Reply

    • my baby was unborn child and he was put up for adopted and i was pregnant i never breastfed him and he was removed at birth after i never was allow to hold my baby i did not have any photo with my baby what kind of law in this world but British only if i have some one to support me and my child i think British was committed crime against humanity between me and my child 6years now with out identify my sweet /lovey baby other mothers can hold their children after birth /contact but me am the only mother who could not see my child alone in this world maybe because am not British national that why it is nightmare for me

      Comment by REBECCA — September 23, 2012 @ 7:19 pm | Reply

    • Am so sorry to hear you , my Honorable lady you being facing and go through with THE SS the same situation just like me MAY GOD recover you get your children back / ANY MOTHER WHO LOST AND LONGING FOR HER CHILDREN I CALL FOR ;THE REMOVAL OF INJUSTICE FROM INNOCENCE PEOPLE IF THERE ARE PEOPLE WHO REALLY PAINFUL LIKE THOSE MOTHERS IN WORD PRESS THEY SHOULD CALL THE REMOVAL OF INJUSTICE FROM THEM THANK YOU

      REBECCA

      Comment by REBECCA — September 24, 2012 @ 7:53 am | Reply


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Create a free website or blog at WordPress.com.

%d bloggers like this: